Rok temu, 16 maja, zadrżały serca wielu fanów ciężkich brzmień z całego świata. Legenda heavy metalu, niezapomniany głos i członek legendarnej grupy Black Sabbath przeszedł na drugą stronę. Nie usłyszeli o tym ludzie w tvn24, nie było wyścigu w innych komercyjnych stacjach o to, kto pierwszy przekaże tę smutną wiadomość, jak miało to miejsce po śmierci Jacksona. No cóż, pop zawsze był lekkostrawny, rock i metal – niekoniecznie. Ronnie James Dio, twórca słynnych różków pokazywanych przez fanów metalu na całym świecie.
Ponad rok od tego wydarzenia naszła mnie pewna smutna myśl. To fakt, że ten człowiek nie nagra już żadnej płyty. Myśl ta nadeszła tak późno, gdyż wcześniej nie znałem dokładnie jego twórczości, zawsze wolałem Sabbathów z Ozzy’m za mikrofonem, Dio solo nie był tak fascynujący. Czas płynął a ja w końcu dojrzałem do wysłuchania tego ogromnego zbioru wspaniałej muzyki. Żałuję, że tak późno…
Dio w początkowych latach swojej kariery grywał na trąbce, próbował także swych sił jako basista. Pierwszym wartym zgłębienia etapem, w którym możemy usłyszeć głos Dio był zespół Elf. Grupa ta często otwierała występy wielkich gwiazd rocka jak np. Deep Purple. Warto posłuchać ich muzyki, jest to całkiem miły dla ucha blues rock, a głos Dio idealnie doń pasuje. Ten etap był bardzo ważny w życiu Ronnie’go, gdyż podczas supportowania „Purpurowych” na piękny, głęboki głos Dio uwagę zwrócił legendarny gitarzysta Deep Purple - Ritchie Blackmore. To właśnie po jego odejściu i założeniu grupy Rainbow, ich wokalistą został… Dio. Doszli także inni członkowie Elf.
Współpraca z Rainbow to świetne rockowe albumy pełne klawiszowych smaczków i hitów jak „Long Live Rock & Roll”. Cztery lata w Rainbow, cztery świetne albumy i powolne zdobywanie szczytów w świecie rocka. Dio się rozwija. Aż nadchodzi najważniejszy etap…
…Black Sabbath. Legenda ciężkiego grania. Ozzy Osbourne, nie mogąc znaleźć porozumienia z Iommi’m opuszcza szeregi zespołu i poświęca się skądinąd wspaniałej karierze solowej. Do grupy ściągnięty zostaje wokalista Dio i odmienia brzmienie Sabbathów, świetnie wpasowując się w klimat ich twórczości. Nagrany później razem album „Heaven & Hell” uważany jest przez wielu fanów za najlepszy album Black Sabbath, a przynajmniej większość zgadza się ze stwierdzeniem, że jest to najlepszy album Black Sabbath bez udziału Ozzy’ego. To właśnie w czasie współpracy z tą grupą Dio rozpowszechnił gest zwany „diabełkiem” przez wielu niesłusznie uznawanym za „znak szatana”. W jednym z wywiadów Dio stwierdził, że nie ma to żadnego związku z satanizmem. Opowiadał w nim, że to przesądna babcia nauczyła go tego gestu, który miał odpędzać złe uroki. Jaka jest prawda, nie wie nikt, ale prawdą jest, że Dio był głęboko zafascynowany magią, czego nie ukrywał, a co odzwierciedlenie znalazło w tekstach utworów nagrywanych pod szyldem Dio.
Kolejne świetne albumy z Black Sabbath to „Mob Rules” i potężny, monumentalny, metalowy na całego „Dehumanizer”, które świetnie się sprzedawały.
Dio poświęcił się także solowej karierze z własnym zespołem, który za nazwę przyjął pseudonim wokalisty. Najlepszy ich album to „Holy Diver”. Jeśli ktoś nie słyszał utworów „Rainbow In The Dark” czy tytułowego „Holy Diver” to szczerze polecam. Można nie lubić takiej muzyki, ale te utwory… wpadają w ucho!
Ostatni album, na którym usłyszeć można Dio to nagrany ze znajomymi z Black Sabbath pod szyldem „Heaven & Hell” (Osbourne rościł sobie prawa do nazwy Black Sabbath) album „The Devil You Know” (2006 rok) . Jest równie świetny jak wszystkie inne. Na warszawskim Torwarze fani mogli więc ostatni raz zobaczyć i usłyszeć na żywo Dio, trafił on tu bowiem z grupą podczas trasy koncertowej promującej album. Czekano na kolejne znakomite albumy odrodzonej formacji… Dio przegrał jednak walkę z rakiem żołądka.
Nie odszedł artysta, odszedł Artysta. To już ponad rok…
Sebastian Ptaszyński

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz