piątek, 15 lipca 2011
Eurowizja po naszemu
Jest to przegląd kontynentu europejskiego, a konkretniej Internetu w poszukiwaniu świeżej krwi. Tych nowych (młodych lub trochę starszych) fajnych zespołów, które chcą być poznane. Bez obciachu mogą grać poza swoim terenem. Kim należy się pochwalić?
Ej, ten zespoł… skąd są? Częste pytanie. Można śmiało strzelać wsłuchując się w akcent. Większość kapel czy pieśniarzy, których słuchamy w tysiącach i milionach odtworzeń pochodzi z Wielkiej Brytanii lub USA, ogółem. Lubimy też reprezentantów Kanady oraz Australii. Statystyki sobie, a można pogrzebać nieco bliżej. Czasami warto sprawdzić coś nowego
Otagowani w Skandynawii
Właściwie kraje skandynawskie to oddzielna działka. Nie mają problemów w produkowaniu, promowaniu swojej muzyki. Można by wymieniać znane nazwy. Dużo przestrzennej elektroniki, przyjemnego indie popu i nieco rocka - w tym się specjalizują.
Jak to śpiewają w pewnym kawałku… Sweden made of bands. Tyle tam tego, że lista długa.
Z pewnością w sklepach Ikei mają co puszczać. Ja podam tylko dwa typy: Those Dancing Days to piątka samych dziewczyn. Są ze Sztokholmu, a zaczęły kombinować już w liceum. Tak od około sześciu lat tworzą sobie zespół grający twee pop. Tylko trochę przesłodzone, wyglądające jak żywa reklama H&M, lecz miłe dla ucha. Podobno (jak wyznały w jednym z wywiadów) najgorsze w żeńskim bandzie są miesiączki, wiadomo ból. Nie tak dawno, bo w lutym wyszła ich druga płyta Daydreams & Nightmares. Promuje go całkiem fajny singiel Reaching Forward. Na wzmiankę zasługuje też One Day Forever z gościnnym wokalem Orlando z The Maccabees. W 2010 grały na grudniowej edycji Bowlie Weekender w ramach All Tommorow Parties. Zespół Belle & Sebastian ich polubił i wytypował ich do udziału w nim. Z ostatnich wieści: w marcu pojechały do USA, a konkretnie do Austin
w Teksasie na znany festiwalu SXSX.
Dalej wskazanie na Golden Kanine poskładali się w roku 2006 i to co grają najogólniej można określić jako indie rock. Różne motywy muzyczne wynikają z rozmaitości używanych instrumentów. Zaczepili się w niemieckiej wytwórni i tam też najlepiej się wypromowali. Na koncie mają dwa krążki, w tym ostatni Oh Woe! miał premierę w kwietniu. Dobrze rokują.
Z kolei o Danii mówi się teraz, że robi się nową Szwecją. To tu obserwowany jest wysyp ciekawych artystów. Nie mam na myśli Czesława, który Śpiewa i ocenia. Polecam sprawdzenie strony Dobrebodunskie na blogspot, bo sama nie ogarniam wszystkich. Oprócz opisanych poniżej nadmienię tylko soulowy Quadron czy już bardziej znany mogący się chwalić nominacją do nagrody Grammy zespół Oh No Ono.
Chimes & Bells to projekt Cćcilie Trier – multiinstrumentalistki z charakterystycznym głosem, który działa od trzech lat. Dziewczyna mimo swoich 26 lat grywała już z powodzeniem
w innych zespołach (między innymi Choir of the Young Believers). Ma za sobą wydaną epkę Into Pieces Of Wood oraz debiutancki album. Za pomocą melodii powoli buduje nastrój tajemnicy, który zaciekawia. Z takiego talentu może być coś dużego!
Na parkiet zaciągnąć próbuje Vinnie Who. Cienką barwą Niels Bagge Hanse wyśpiewał
i zatańczył Then I Met You . To na razie jedyna pozycja w jego dorobku, teraz nagrywa nowy materiał. Jego dźwięki mogą irytować, ale nie sposób ominąć ich obojętnie.
Pierwsze skojarzenie z Norwegią jest czysto geograficzne, drugie to Erlend Řye. Są też inni muzycy w tym kraju. Chcąc podszkolić swój norweski należy włączyć Casiokids. Istnieją od 2004 roku
i zjeździli już dużo festiwali w Europie i Ameryce. Energetyczna mieszanka bitów nieźle sprawdza się na żywo, o czym można było się przekonać w minione wakacje w Katowicach. Z ostatnich newsów: 14 kwietnia obchodzony był Międzynarodowy Dzień Sklepu Muzycznego. Chłopcy nagrali kawałek London Zoo, który ukazał się na wspólnym winylu z Of Montreal, wydanym z tej okazji.
Na klip Big Day kogoś o nazwie Torgny trafiłam przez tablicę facebookową. Na tyle fajna próbka, że teraz już wiem kto stoi za tym elektronicznym projektem. Torgny Amdam to muzyk obeznany, wyrobił już sobie nazwisko w Norwegii. Teraz wychodzi z płytą Chamelon Days. Może nie jest to nagranie miesiąca, ale tygodnia już tak.
Young Dreams powstał ze współpracy zdolnych muzyków, którzy przychodzi do tego samego pubu. W dźwiękach ulatnia się mnóstwo młodości. Widziałam ich jedyny jak dotąd teledysk: oprócz dzieciaków, był Furby! Powrót do beztroskich czasów i wspomnienia z zabaw. W kwietniu wyszła epka, na jesieni będzie cały album. Koniecznie słuchać efektów!
Mocno stoi scena muzyczna kraju w kształcie wieloryba, czyli Islandii. Surowy klimat i pyły wulkaniczne mają dobry wpływ na inspiracje bądź nudę wyspiarzy. Wiele blogów o tym, tam szukać.
Nieco lepiej znany FM Belfast, szczególnie po ostatnim występie na OFF Festiwalu. Swoją energią dosłownie zaparowali namiot. W ich CV widnieje rok 2005 jako czas powstania. Od tamtej pory wydali tylko jeden krążek How to make friends i zagrali mnóstwo koncertów. Studyjnie brzmią dużo spokojniej. Za pewne jeszcze więcej znajomych przybędzie im po następnej płycie. Dzieło pod tytułem Don’t want to sleep ma się ukazać w czerwcu.
1/3 My Bubba & Mi jest islandzka, ale reszta też skandynawska – więc pasuje. Dziewczyny lubią być retro. Folkowo wydanego How it’s done in Italy słucha się wyjątkowo miło, trochę jak kołysanek do snu. Warto sprawdzić nagrany przez trio nietypowy cover Peaches.
Dalej w folkowym klimacie: Of Monsters and Men. Dali się poznać po chwytliwym utworze Little Talk (swoją drogą przypomina nieco manierę Edward Sharpe & Magnetic Zeros). W 2010 zwyciężyli w przeglądzie zespołów (Músiktilraunir). Zapowiadają się nieźle, na przełomie maja/czerwca liczę na potwierdzenie tego na ich debiucie.
Po sąsiedzku
Chciałabym polecić coś naprawdę dużego, lecz nie da rady. Jakoś mało widoczni są ci nasi sąsiedzi. Na południu czeski sen? Niezupełnie. Jak ktoś tu gra to zazwyczaj swojsko. Rzucam nazwę DVA. Ten niepozorny duet koncertował niedawno w Polsce, a w sierpniu wpadają znowu, by wystąpić na festiwalu Artura Rojka. Na żywo eksperymentują z folkiem i elektroniką, zarażają energią. Średnio moja bajka, ale może się podobać. Jest jeszcze intrygujący Fiordmoss z Brna. Petra i Roman zdecydowali się na zespół, po tym jak spaliło się ich mieszkanie, a wraz z nim gitara i winyle. Ona piszę piosenki, on komponuje = gitara z nutą elektroniki. Nagrali na razie epkę, w planach koncerty oraz pełny album.
Z Litwy kojarzy się jedynie charyzmatyczna Alina Orlova. Rudowłosa gra na pianinie, porównywana bywa do Reginy Spector. To jej spokojniejsza wersja. Wydała dwie płyty, ostatnia Mutabor (2010). Na początku maja wystąpi w Gdańsku.
Jak Rosja to zapewne jakiś post-rock, na przykład Mooncake. Na wakacyjnej trasie zahaczają o Polskę. Chyba chcą się u nas wypromować - poszli śladem Everything is made in China, do których są zresztą porównywani.
Gosia Gburczyk
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Blog "Dobre, bo duńskie" kłania się nisko :) I zgadza się ze stwierdzeniem, że Dania robi się nową Szwecją.
OdpowiedzUsuń