Australijski band koncertował ostatnio w Gdyni i Poznaniu. Była to ich druga wizyta w kraju. Nie mogłam odżałować swojej nieobecności, gdy gościli na OFFie. Teraz wystarczyło wsiąść w SKM, by potańczyć z Architecture in Helsinki w Uchu.
Właśnie promują nowy album Moment Bends. Może nie powala on w odtwarzaczu, ale na żywo zdecydowanie zyskuje. Nic nie zapowiadało tak wybuchowej mieszanki, zanim piątka muzyków nie wskoczyła na scenę. Bez instrumentów wyglądają na spokojnych, ale to tylko pozory. Energia wyzwalała się stopniowo. Zespół rozkręcał i rozgadywał się z każdym utworem. Setlistę zapełniła głównie ostatnia płyta, ale nie zabrakło wcześniejszych hitów. Jako bonus pojawiło się „Sto lat” od publiczności (ktoś z ich ekipy miał tego dnia urodziny) oraz chwytliwy cover eitisowego Londonbeat – „I’ve been thinking about you”. Wśród fanów ciężko było wypatrzeć kogoś kto stoi sztywno. Żywiołową atmosferę przerywały wolniejsze kawałki – równowaga musi być. Australijczycy śpiewają onomatopejami, więc łatwo się dołączyć (Boom dadadadada boom dada!).
Architekci na scenie robili roszady dźwiękowe, czyli zamieniali się instrumentami i miejscami. W jednym kawałku mieli nawet zsynchronizowany układ taneczny. Cherubinkowa blondynka Kellie Sutherland uroczo podskakiwała, wtórując swym charakterystycznym głosem. Z kolei sympatyczny wokalista Cameron Bird wspominał o zakończonym niedawno Openerze... Chwilę przedrzeźniał headlinera soboty Prince’a. Komediowo zabrzmiało cienko wyduszone charakterystyczne dla Księcia - „thank you”. Gdy się rozgadał - zapytał nawet czy gokarty w pobliżu klubu Ucho są czynne w nocy ;) Zespołowi przybijam wysoką piątkę!
Punktem kulminacyjnym było dla mnie „Heart it races”, w końcu jeden z ulubionych numerów. To ten moment w którym fraza „skaczcie do góry jak kangury” wydała się jak najbardziej adekwatna. Występ kończyło „Contact High”, które nuciło się w głowie jeszcze długo po wszystkim.
Trójmiasto lubi takie koncerty. To czysta frajda.
Gosia Gburczyk

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz